Pan Karl Ove Knausgård ( nawiasem mówiąc :"å" czytamy jak "o", "d" na końcu nie czytamy, czyli pozostaje nam "Knausgor") w Polsce wydaje się być raczej mało popularny. Do tej pory, ku mej informacji, na język polski została przetłumaczona jedynie jego druga powieść "Wszystko ma swój czas" ("En tid for alt."), która została nominowana do Nagrody Nordyckiej Rady Literackiej (och!). Nie mniejszym uznaniem cieszyła się zresztą debiutancka powieść autora "Ute av verden" ("Spoza Świata.") nagrodzona Nagrodą Norweskiej Krytyki Literackiej (ach!). Jednak prawdziwą popularność (wyrażaną często doniośle zdaniami typu "jest jednym z najbardziej cenionych współczesnych pisarzy norweskich.") przyniósł Panu Knausgård'owi cykl "Min Kampf"- sześciotomowa powieść auto-fikcyjna wzbudzająca wielkie kontrowersje.
Dzisiaj (17/11/11) przypada data wydania finalnego tomu. Cała Norwegia wstrzymywała oddech przez kilka ostatnich dni lecz dzisiaj wybuchła wreszcie spodziewana wrzawa medialna, polały się potoki krytyki, wywiady z rodziną i przyjaciółmi zajmują strategiczne miejsca gazet codziennych, eksperci analizują sukcesy i porażki autora, zaś sam autor przybył w odwiedziny do Belgii aby promować wydanie pierwszego tomu serii w tłumaczeniu na język flamandzki. Wieczorek z Autorem odbył się wczoraj w księgarni Passa Porta w Brukseli i ja tam byłam- miód i wino piłam, a teraz chętnie podzielę się nowinkami z szanownym czytelnikiem.
"Moja Walka"-czyli co nieco o projekcie.
Walka Pana Knausgård'a początkowo związana była z pragnieniem autora aby uporać się z trudną emocjonalnie relacją jaka łączyła go z ojcem. Pierwszy szkic "Min Kampf" traktował zatem tę relację w sposób bardzo intymny, przedstawiony w pierwszej osobie l. poj. Alkoholizm ojca, trwoga przed jego gniewem, żałoba po jego śmierci, tkliwość i miłość łączą się tam z rewolucyjnymi przeżyciami okresu dojrzewania, pierwszej miłości i z nadającą perspektywę teraźniejszością. Założeniem głównym była obnażająca szczerość, absolutny realizm i obalanie tabu. Ów pierwszy szkic został pomyślnie przyjęty przez wydawcę, który zaproponował wydać go w nietypowej formie dwunastu części, które miały pojawiać się co miesiąc w ciągu roku. Pomysł ten został jednak zarzucony jako zbyt ryzykowny, zamiast tego przyjęto formę sześciu części, z których pierwotny szkic wystarczył zaledwie na dwie pierwsze. Pan Knausgård musiał się zatem rzucić w wir pracy i dopisać pozostałe tomy na przestrzeni zaledwie dwóch lat. Jak sam podczas spotkania przyznał nie interesowała go jakość lecz ilość tekstu, którym musiał przecież pokryć rozległe połacie swego czterdziesto-dwu letniego życia. Wytyczne były nieustająco te same- szczerość totalna, zapis faktów zgodnie z ich subiektywnym przedstawieniem w pamięci, oraz brak zahamowań wywołanych presją społeczną. Doprowadziło to niechybnie do wielu kontrowersji, gdyż postacie świata przedstawionego to faktycznie istniejące osoby, których intymność została przez Pana Knausgård'a brutalnie obnażona.W niewielkiej społeczności norweskiej łatwo jest przecież zidentyfikować konkretną osobę, nawet gdyby autor zmienił lub zataił imiona. Możecie sobie dopisać całą kwestię moralną takiego projektu, co zresztą było główną pożywką grzmiących mediów przez ostatnie trzy lata. Nie wspominając już o (moim zdaniem niepotrzebnie dramatycznym) tytule, przywodzącym oczywiście na myśl "Mein Kampf" Hitlera.
I tak każda kolejna książka sprzedawała się jak świeże bułeczki (w bibliotece w Oslo pierwszą część można było dostać jedynie na zapisy) rujnując życia pomniejszych osób i promując autora uśmiechającego się zaczepnie i smutno z czarno-białych zdjęć w gazetach, na których pali papierosa (otwarcie pali w Norwegii...czysty twardziel!) w skórzanej kurtce motocyklowej i obcisłych spodniach (nie dziwota, że został okrzyknięty przez magazyn
Elle Najseksowniejszym Mężczyzną Roku 2010).
 |
| Pali i patrzy w przestrzeń. źródło |
 |
| Dopala peta z miną twardziela. źródło |
Myślę, że opór stawiany metodzie projektu Pana Knausgård'a przez
poszkodowanych, wliczając pozwy sądowe, dodawał wydawnictwom powabu
plotkarskiego magazynu, który czyta się za zgodą krytyki literackiej.
Krytyki o rozmarzonych oczach wpatrzonych w autora- jak Pani prowadząca
wczoraj wywiad (przepraszam, nie zanotowałam sobie nazwiska), który to
wyraz twarzy odciśnięty został na twarzach zgromadzonych czytelników- od
belgijskich młódek po norweskiego ambasadora.
I tutaj musi się pojawić refleksja na temat czytelnika.
Bo czyż w tym wypadku nie mamy do czynienia z podobną ciekawością jaka towarzyszy ludziom podczas przeglądania portali społecznościowych? Czyż nie jest naszą rozrywką codzienną sprawdzanie co kto robi i kiedy i jak to zostało uchwycone na zdjęciach? Czyż w dobie braku prywatności, kiedy to musimy wciąż selekcjonować odpowiednie zdjęcia by właściwie wyrazić pożądany imidż, wolność kompletnego obnażenia prezentowana przez Pana Knausgård'a nie wydaje się tym bardziej kusząca? "Min Kampf" jest w moim mniemaniu doskonałym odzwierciedleniem Ducha Czasu, kiedy to bezwstydnie publikuje się najbardziej ważkie i intymne szczegóły z własnego życia na bieżąco bez żadnego znaczenia czy powodu. Czy w nadziei, że ktoś nas zauważy? Czy w nadziei, że ktoś tam w ogóle jest po drugiej stronie ekranu czy innego kulturowego matrixu?
Jaki czytelnik, taki autor...niestety.
Część szósta- ostatnia?
Podczas długiego wywiadu z Panem Knausgård'em, dowiedzieliśmy się wielu szczegółów z jego życia. Poza pytaniami o ojca i uczucia autora, padły również te dotyczące samej książki. Autor zechciał opowiedzieć trochę o najnowszej części serii "Min Kampf". "6" jest tysiąc-dwustu-stronicową kulminacją opowieści o autorze gdzie, jak sam twierdzi, wyczerpuje zapasy energii twórczej, którą czerpie się z osobistych doświadczeń. Pan Knausgård nazywa to "literackim samobójstwem" (przesadny dramatyzm? oj tam, oj tam) twierdząc, że pisanie staje się niemożliwe kiedy odkryje się mechanizm stojący za inspiracją. Ja jednak jestem optymistką! Skoro po napisaniu sześciu tomów, łącznie około trzech tysięcy stron na swój temat, Pan Knausgård ma wciąż wystarczające zainteresowanie tematem aby podróżować po świecie i opowiadać o sobie niestrudzenie w długich wywiadach- to temat chyba całkiem nie wysechł. Spodziewam się zatem ciągu dalszego. I to z radością, gdyż ten zaabsorbowany sobą autor budzi moją szczerą sympatię. Wystarczająco silną aby ograniczyć się do opisania faktów i powstrzymać tym samym od udzielenia prawdziwej krytyki literackiej. Koniec końców Pan Knausgår wypada najkorzystniej, kiedy obserwowany jako zjawisko popkultury.
------------------------------------------------------------------------------------------------------
Drodzy czytelnicy!
Bardzo przepraszam za moją długą nieobecność na blogu.
Jak powiedział wieszcz (a przykład Pana Knausgård 'a potwierdza):
"Bo życie się rozciąga
I wena jest King Konga"
Pozdrawiam,
K.